
...połów dorszy w Bałtyku dla wielu z nas wciąż pozostaje w sferze marzeń lub niespełnionych planów. Za każdym razem, przeglądając „Rekordy na plan" i zamieszczone w nich zgłoszenia
potężnych dorszy, obiecujemy zafundować sobie takie wędkowanie, nie wiemy jednak, jak się do tego zabrać, gdzie pojechać, jaki sprzęt przygotować.
Przed pierwszą wyprawą
Specyfika łowienia dorszy wymaga nie tylko zastosowania odpowiedniego sprzętu, ale też opanowania techniki zarzucania i prowadzenia pilkera - dorszowej przynęty. Zanim przystąpimy do niezbędnych zakupów, lepiej wybrać się na Bałtyk bez sprzętowego majdanu, który na większości kutrów za niewygórowaną kwotę bez problemu wypożyczymy, a w wolnym czasie podpatrzyć,
na jakie kije i kołowrotki łowią wprawieni wędkarze, jakich używają przynęt. Można też polegać na fachowej wiedzy zaprzyjaźnionych wędkarzy i oczywiście skorzystać z porad zamieszczanych
na łamach „WW".
Wędzisko
Poniżej przedstawiamy ciekawy artykuł będący kompendium wiedzy przydatny dla każdego wędkarza zarówno początkującego jak i zaprawionego w morskich łowach
Na kutrze
Wchodząc na pokład kutra, jesteśmy właściwie zdani na wiedzę i doświadczenie szypra. To on poprowadzi nas po dorszowych łowiskach i zadba o nasze bezpieczeństwo na morzu. Powinniśmy więc posłuchać jego porad i stosować się do nich w czasie rejsu. W porcie musimy stawić się punktualnie. Nikt na maruderów nie będzie czekał. Zaprawieni w morskich łowach wędkarze już kilkadziesiąt minut przed wypłynięciem jednostki zajmują co lepsze miejsca, głównie na rufie
i dziobie kutra. Te stanowiska umożliwiają łatwiejsze operowanie wędziskiem i większą penetrację łowiska, nie zawsze jednak gwarantują okazowe ryby. W każdym razie nie warto zgłaszać się na rejs w ostatniej chwili. Lepiej mieć te kilkanaście minut na uzbrojenie wędziska i wstawienie go do specjalnego uchwytu, zanim jednostka opuści życzliwe wody portu. Podręczne torby i pudełka z akcesoriami ustawiamy w miejscu wskazanym przez załogę i jeżeli wymaga tego sytuacja, mocujemy je do kutra mocną linką lub sznurkiem. W ten sposób zabezpieczymy bagaż przed niekontrolowanym przemieszczaniem się w czasie przechyłów jednostki. Zabrzmiało groźnie, ale nie musimy obawiać się sztormowej pogody. Kuter nie wyjdzie w morze z wędkarzami, jeśli zagrażałoby to ich życiu lub zdrowiu. Są w tym zakresie szczegółowe przepisy, respektowane zarówno przez armatorów jednostek, jak i portowych inspektorów.
Dorszowe zestawy
Wiemy już, że podstawową przynętą na wątłusze są pilkery - metalowe imitacje śledzi, szprotów
i tobiaszy. Większość dostępnych na rynku pilkerów wyposażona jest w jedną lub dwie kotwice. Warto się im przyjrzeć, czy są dostatecznie ostre i czy nie są zbyt małe. W razie jakichkolwiek
wątpliwości, lepiej wymienić tępe haki na wzory markowe, zalecane do morskich połowów. Trzeba jednak pamiętać, że zgodnie z przepisami szerokość kotwicy nie może wykraczać poza obrys przynęty i obwód koła o średnicy 3,5 cm. Pilker montujemy do plecionki za pomocą mocnego morskiego krętlika z agrafką. Aby był łowny, wystarczy uzbroić go w jedną (dolną) kotwicę. Maksymalnie można założyć trzy kotwice. Ale nie polecamy takiej liczby haków. Przede wszystkim dlatego, że częściej będziemy ryby kaleczyć, niż poprawnie je łowić.
Namawiamy też do stosowania zasad przyjętych w sporcie wędkarskim PZW, które mówią, że dorsze łowimy na przynętę główną - czyli sam pilker, który uzbrajamy maksymalnie w dwie kotwice, albo na pilker z jedną kotwicą i jednym skoczkiem (przywieszka na bocznym troku) uzbrojonym w pojedynczy haczyk (rys. 1), albo zestawem złożonym z dwóch skoczków i ciężarka, np. pilkera pozbawionego haczyków (rys. 2). Skoczek jest dodatkowym wabikiem, chętnie atakowanym przez małe i duże dorsze.


Czasem ów zestaw przyniesie nam dwa trofea jednocześnie, gdy jeden drapieżnik zaatakuje pilker, a drugi przywieszkę. Mówimy wtedy o dorszowym dublecie.
Najlepszymi skoczkami są duże pomarańczowe, czerwone lub seledynowe twistery, a także średniej wielkości perłowoczarne rippery. Montujemy je na bocznym troku długości od 10 do 15 cm, w odległości nie większej niż 40 centymetrów od pilkera. Zestaw ze skoczkami wiążemy na mocnej żyłce o średnicy minimum 0,40 mm i łączymy ją z plecionką za pomocą dużego krętlika. Przypon żyłkowy jest nieodzownym elementem zestawu, ponieważ plecionka nie nadaje się do wiązania troków - zbyt łatwo się skręca i plącze. Są dwie szkoły uzbrajania skoczków. Jedni nanizują gumę na duży markowy haczyk, inni na haczyk z kilkugramową główką jigową. Zarówno pierwszy,
jak i drugi sposób wart jest przetestowania
Ryba na kiju
Branie dorsza jest gwałtowne. Ryba rytmicznie przygina szczytówkę. W pierwszej chwili dużą sztukę trudno oderwać od dna, zwłaszcza jeśli wzięła od burty nawietrznej. Nie można holować
jej jedynie za pomocą kołowrotka. Tylko „pompownie” - czyli podciąganie jej na wędce
ku powierzchni i wybieranie luzu na lince – ma sens. Inaczej uszkodzimy kołowrotek albo stracimy dorsza w podwodnych zakamarkach, tym bardziej gdy wędkujemy w pobliżu wraka lub na ulubionych przez dorsze skałach. Większe sztuki, ważące ponad dziesięć kilogramów, niełatwo wyholować. Będziemy się z nimi zmagać nawet kilkadziesiąt minut. W tym czasie ryba nie może zbyt łatwo wysnuwać plecionki. Uniemożliwi jej to mocno dokręcony hamulec.
Dlatego też ważna jest duża wytrzymałość wszystkich elementów naszej wędki końcowej fazie holowania, gdy dostrzeżemy kontur ryby, zgłaszamy jej członkom załogi. Informujemy, czy będzie potrzebna osęka do jej lądowania. Z małymi sztukami, mierzącymi dom pół metra, powinniśmy poradzić sobie sami. Przy większym dorszu pomoc będzie niezbędna. Wyjętą z wody rybę delikatnie odhaczamy, wkładamy do przydzielonej nam przez załogę skrzynki i w nadziej na branie znów zarzucamy pilker. Dwa sygnały dźwiękowe oznaczają, że szyper szykuje się do zmiany łowiska. Niezwłocznie musimy wyjąć przynętę z wody i wstawić wędzisko do uchwytu. Jeżeli ryby dobrze brały, kuter z pewnością powróci za chwilę na stary kurs. Jeśli nie, popłynie w nowe miejsce, a my będziemy mięć kilkadziesiąt minut odpoczynku. Trzy sygnały to znak, że rejs dobiegł końca. Kuter z zadowolonymi z połowów wędkarzami wraca do portu ( oby tak było jak najczęściej! ).
„Wiadomości Wędkarskie” nr 2.2004 i 3.2004, Tekst i zdjęcia Andrzej Zieliński, rys. K.Gozdera
Fragmenty artykułu publikujemy za zgodą Redakcji Wiadomości Wędkarskich oraz autora.
Ubiór
Oczywistą sprawą jest, że na morzu tak jak i w ogólnie pojętym wędkarstwie sprawdzają się ubiory nie przemakalne.
Nie mniej ważne jest aby w porze jesiennej lub wiosną zaopatrzyć się również w odzież chroniącą przed zimnem.
Po dotarciu na łowisko kuter zwalnia i szyper manewruje, ustawiając jednostkę jedną z burt do wiatru. Wędkowanie rozpoczynamy dopiero za zgodą załogi. Najczęściej jest to jeden długi sygnał dźwiękowy. Zajmując miejsce przy burcie nawietrznej, pilker opuszczamy tuż za relingiem, blisko jednostki, ponieważ będziemy oddalać się od przynęty. Z burty przeciwnej (wiatr w plecy)
napływamy na przynętę, trzeba ją zatem posłać jak najdalej w morze. Z rufy albo dziobu możemy stosować oba warianty. Zarzucanie pilkera wymaga najwyższej staranności. W tym względzie

trzeba dostosować się do zaleceń załogi. Zwłaszcza rzuty znad głowy mogą mieć opłakany skutek, jeśli nie będziemy dostatecznie kontrolować toru poruszającej się nad pokładem przynęty.
Ciężkim i wyposażonym w ostre kotwice pilkerem można zrobić krzywdę koledze albo sobie samemu. Lepiej więc opanować bezpieczniejszą technikę rzutów, np. spod burty.
I jeszcze jedno – rzuty wykonujemy prostopadle do jednostki, aby nie plątać zestawów innych łowiących. Technika prowadzenia pilkera nie należy do czynności trudnych. W gruncie rzeczy polega ona na skokowym prowadzeniu przynęty , można ją zatem nazwać morskim jigowaniem. Gdy pilker opadnie, podrywamy go pionowo mniej więcej metr nad dno i czekamy aż ponownie je osiągnie itd.
Trochę inaczej prowadzimy przynętę z burty nawietrznej i zawietrznej. Z burty nawietrznej co kilka skoków wysnuwamy plecionkę, aby nie utracić kontaktu z dnem, z burty zawietrznej wręcz odwrotnie – wybieramy luźną linkę. Branie następuje najczęściej podczas unoszenia pilkera. W tym miejscu trzeba dodać, że niektórzy wędkarze podrzucają przynętę zbyt energicznie. Tak łowiło się przed laty, kiedy w użyciu był nylonowe żyłki. Dzisiaj za sprawą plecionek nie trzeba tak mocno wymachiwać kijem, aby osiągnąć podobny rezultat. Czasem lepsze są leniwe skoki pilkera czasem szybsze, wszystko zależy od aktywności ryb i szybkości, z jaką dryfuje kuter. Warto też stosować zasadę: im szybszy dryf, tym większy ciężar pilkera
Nasze największe morskie drapieżniki - dorsze, zwane też wątłuszami - od dawien dawnasą w kręgu zainteresowań łowców okazów.
Ryba to waleczna,smaczna, osiąga imponujące rozmiary i dobrze żeruje przez okrągły rok. Łowimy ją z kutrów i mniejszych łodzi czasem wiele mil morskich od brzegu i z dużych głębokości, sięgających niekiedy 90 metrów.
Dość powiedzieć, że kto raz zasmakuje morskiegowędkowania, nie opędzi się łatwo od planowania kolejnych wypraw.
Z wędką na wątłusze
Linka
Wybraliśmy już wędkę i kołowrotek. Teraz przyszedł czas na zakup odpowiedniej tobiasza plecionki. Od razu wyjaśnijmy sobie, dlaczego plecionka jest lepsza od żyłki. Otóż łowienie dorszy można w pewnym sensie porównać do prowokowania sandaczy na miękkie przynęty lub koguty. Wtedy każde przytrzymanie przynęty kwitujemy natychmiastowym zacięciem. Poza tym,
aby skutecznie prowokować drapieżniki, powinniśmy wyraźnie wyczuwać moment opadnięcia pilkera na dno. To wszystko zagwarantuje nam plecionka. Na żyłkę, która jest bardziej rozciągliwa, też można łowić dorsze, ale wyniki połowu z pewnością nie będą przemawiały za tego rodzaju linką, zwłaszcza gdy wypłyniemy na 70-metrową głębię.
Na rynku mamy do wyboru mnóstwo najróżniejszych plecionek. Nie wszystkie nadają się jednak do morskiego wędkowania. Najczęstszym ich mankamentem jest zbyt mała długość. Oferowane są
głównie w nawojach 100-metrowych, a te rzadko mają zastosowanie na głębszych łowiskach. Musimy zatem zwracać uwagę na oznaczenia widniejące na etykiecie lub opakowaniu. Najczęściej stosowane plecionki to Whiplash Pro, Dyna Cable, Power Pro i Spider, ale warto też sprawdzić TUF - Linę, Mann's lub Sufix. Plecionki te dostępne są w krążkach od 110 do 270 m. Jaka wytrzymałość? Duża, bardzo duża - minimum 18 kg! W każdej chwili bowiem możemy stanąć oko w oko
z 10-lub 15-kilogramowym okazem. A wtedy „jazda" jest pierwsza klasa.
Przynęty
Zanim to wymarzone branie nastąpi, trzeba przygotować odpowiednie przynęty. W zależności od głębokości i warunków panujących na łowisku powinniśmy dysponować pilkerami o gramaturze od 60 do 125 g i od 150 do 300 g (w sklepach dostaniemy również cięższe pilkery).

Kolejnym, równie ważnym elementem wyposażenia morskiego wędkarza jest kołowrotek.
Warto polecić przede wszystkim duże modele o szpuli stałej, odporne na słoną wodę i wyposażone przynajmniej w trzy nierdzewne łożyska. Dodajmy, że obciążenia, pod jakimi przychodzi pracować tym kołowrotkom podczas morskich połowów, są tak duże, że nawet dobry model przeznaczony do spinningowania rzadko wytrzyma jeden rejs.
Powinniśmy więc pytać w sklepie o typowo morskie kołowrotki.
Zwróćmy uwagę zarówno na wyroby krajowe, jak:
Nautica (4 łożyska),
Monster 803(3 łożyska),
Baltica (4 łożyska) czy Record FD 680 (6 łożysk),
jak i produkty zagranicznych firm, np. Mitchell - Orca 7000 SC PRO, czy morskie modele Daiwy.
Dobry kij dorszowy charakteryzuje się niewielkimi rozmiarami - od 210 do 270 cm. Zalecamy jednak modele długości 240 cm, ponieważ świetnie nadają się do wędkowania zarówno w płytkich,
jak i głębokich łowiskach. Trzeba bowiem dodać, że holowanie dorszy za pomocą długiego wędziska z dużej głębokości szybko nadweręży nasz nadgarstek i staw łokciowy.
Krótszy kij - to mniejsza dźwignia i łatwiej nim operować. Wśród dostępnych na rynku wędzisk warto przyjrzeć się modelom proponowanym przez Dragona z serii Millenium Pilk Boat 250 (dl.)
o ciężarze wyrzutowym 50-120 g albo Energy Dorsz 240 (do 300 g). Dalej wędziskom Mikado z serii Cat Fish 240/270 (do 300 g) czy Evolution Pilk 240 (50-150 g) oraz Kongera z serii Nautica Pilk 240 (100-250 g), a także oferowanym przez Jaxona: Phantom Pilk 240 (50-250 g), Atlantis Pilk 240 (50-200 g) albo Syrius Pilk 270 (80-250 g).
Kołowrotek

Lżejsze modele przydadzą się na niegłębokich akwenach środkowego i zachodniego wybrzeża, cięższe w rejonieWładysławowa i Helu. Nie oznacza to oczywiście, że lżejsze pilkery nie nadają się na głębiny,
a cięższe na łowiska płytsze. Wszystko zależy od siły wiatru i prądu morskiego, które decydują o szybkości dryfu kutra.
Co lubią dorsze? Do najłowniejszych przynęt zaliczyć trzeba wszelkie podobizny szprota, śledzia i tobiasza, a w szczególności srebrzyste „parasolki" i „sześciokąty". Wątłusze nie gardzą też silikonowymi przynętami - ripperami i twisterami, które montujemy na krótkim troku bocznym kilkadziesiąt centymetrów powyżej pilkera.

Copyright 2003-2005 F.U.H. Uni-Bis